Witam na stronie!

Henryk B. Szumielski - Historyjki z historii czyli...



Przygody genealoga.



Władysław – birbant i kpiarz.

Władysław był jednym z trzech synów mojego pradziadka w linii ojca. Urodził się pierwszego kwietnia 1858, więc jak wszyscy wiemy w prima aprilis i ta data w jakiś magiczny sposób rzutowała na jego życie. Data urodzenia – to informacja uzyskana od potomków, ale nie znalazłem żadnego jej potwierdzenia w dokumentach.

Na początku wiedziałem tylko, że dziadek miał dwóch braci. Natrafiłem na ślad jednego z nich - Władysława. Ustaliłem, że miał żonę i kilkoro dzieci. Miał 36 lat, kiedy wyjechał wraz z całą rodziną do Kanady. Nawet udało mi się ustalić gdzie jest jego grób, a dzięki życzliwości pewnego Polaka w London, otrzymałem fotografię cmentarza i dodatkowe informacje. Ale jakim człowiekiem był? To pytanie zadawałem sobie zawsze, kiedy odnajdywałem kolejnego zagubionego w czasie i w przestrzeni przodka. W większości przypadków było to pytanie bez odpowiedzi. O usposobieniu i zamiłowaniach Władysława także nic nie wiedziałem. Po pewnym czasie coś mi zaczęło świtać. Kiedy ilość kartek z moimi bazgrołami, które stanowiły plon przeglądania ksiąg archiwalnych i stron internetowych rosła, zacząłem dostrzegać, rzeczy ważne, o których wcześniej nie myślałem. Zawsze skupiałem się na głównym bohaterze, czyli osobie, która brała ślub, zmarła, albo właśnie była chrzczona i czasem tylko robiłem notatki o świadkach tego wydarzenia. Niestety nie zawsze. A szkoda, bo właśnie uświadomiłem sobie jak ważne jest to źródło.

Władysław w przeciągu ośmiu lat (1871-1878) był, co najmniej pięć razy chrzestnym i drugie tyle świadkiem na ślubie. Jedna impreza rocznie, a nawet więcej. Może znacznie więcej, gdybym robił bardziej dokładne zapiski. O czym to świadczy? Myślę, że był człowiekiem lubianym i pogodnym. Chyba lubił się także bawić, a więc napić się gorzałki i tańczyć. Kiedy poznałem go lepiej, dzięki informacjom, które uzyskałem od jego prawnuczki i po połączeniu ich z wynikami moich własnych badań, jestem tego pewien. W wywiadzie, który opublikowała kanadyjska gazeta, a który przeprowadzono z nim, kiedy miał według własnego oświadczenia sto lat powiedział, że cieszy się dobrym zdrowie, bo lubi się bawić i biesiadować. Ale teraz, ze względu na wiek nie zostaje na imprezach do końca. Zmarł, kiedy miał 102 lata. Piękny wiek, gdyby był prawdziwy. Cóż, człowiek, który urodził się 1 kwietnia miał prawo kłamać i kpić. Myślę, że czasem z tego prawa korzystał. Także wtedy, kiedy udzielał wywiadu. Lista pasażerów statku „Kaiser” płynącym z Hamburga do Kanady podaje, że Władysław miał wtedy - w roku 1894 - lat 36, a więc nie mógł mieć w chwili śmierci – 26 marca 1952 roku 102 lat, ani kiedy udzielał wywiadu w roku 1950 lat stu. Ale sto brzmiało lepiej. Wszyscy byli zachwyceni i jeszcze bardziej się cieszyli.

Władysław, chociaż najbardziej z moich przodków dostępny, ma więcej tajemnic. Jego żoną była Matylda z domu Trojanowska, ale w grobie, w którym złożony jest Władysław jest pochowana także pani W.F. Szumielski. W.F. to nie Matylda. Kim więc była owa W.F.? A może Matylda miała na drugie Franciszka, a to W, to po prostu przewrócone do góry nogami M? Władysław, o ile słyszy moje rozważania, pewnie się ze śmiechu w grobie przewraca. Jeśli ktoś był wesoły za życia, taki sam jest pewnie także po śmierci.

Był niewątpliwie człowiekiem towarzyskim i sympatycznym, bo ponuraka, odludka, kłótnika nikt by na chrzestnego nie brał, a tym bardziej nie zapraszał na ślub.

Do tej pory nie dotarłem do informacji o urodzeniu lub chrzcinach Władysława, więc to, co tu napisałem jest szczerą prawdą. Kiedy do takich informacji dotrę, myślę, że będzie to nadal prawda. A może nie? Zobaczymy.

Z ostatniej chwili: Dotarłem do żródła. Władysław urodził się 24 kwietnia 1851, zmarł 26 marca 1952, na miesiąc przed swoimi setnymi urodzinami! Leży w tym samym grobie co jego żona. Kolejna tajemnica wyjaśniona. Jest rok 2012.

Następna historyjka...



Uwaga! Opisywane historie zdarzyły się naprawdę, albo mogły zdarzyć się naprawdę, albo autorowi wydaje się, że się zdarzyły lub mogły się zdarzyć. Na pewno powstały w czasie poszukiwania przodków, więc opisane tu przygody, w tym sensie, są prawdziwe. Być może, że to któryś z antenatów mi je podyktował. :|