Henryk Brunon Szumielski - Wiersze różne



na ostrzu noża

na ostrzu noża jest dosyć miejsca
na: poglądy opinie przykazania rady decyzje…
na: wspomnienia rozczarowania wyrzuty…
na: krzyk nienawiść agresję…
na: a wiesz… a wtedy… a ty… a dlatego… a tak…

na ostrzu noża nie ma miejsca
na kompromis na miłość na my na warto na zrozumienie.

ostrze noża nigdy nie jest wspólne
gdyby było kain nie zabiłby abla.

nie ma jednej płci i jednej prawdy
jest tylko jedno życie -
powiedział mężczyzna kobiecie
8 marca 2008 roku



po to jest to zebranie


mam w sobie ciekawość dziecka
dusza - otchłań zdradziecka
żyto - zboże do zżęcia
druhna - ledwo zaczęta
wino - dawno wypite
ptak obudzony przed świtem
strach na jednej nodze
i cień od rana w drodze.

do gazet pisują osły
co drugi w polsce dorosły
i mają racje swoje
których stale się boję.

mam w sobie wrażliwość starca
któremu nie wystarcza -
zmarszczek sieć poplątana
i reumatyzm - w kolanach.
idę rano do baru
na ulubiony makaron.
gdy mleko rozleję
tracę całą nadzieję.

ojczyzna - księga otwarta
elita - niewiele warta
i każdy kto się skupi
widzi że naród jest głupi.

mam w sobie wiele z kretyna
wśród małp trzymałbym prymat.
na partyjnych zebraniach
broniłbym swego zdania.
patrzyłbym paniom w dekolt
jak w przyszłość bardzo daleko...
miałbym swoje zdanie:

po to jest to zebranie!

11-12.12.2008


twój portret

krotochwile przez chwilę
by czas upływał mile
a w międzyczasie
samotny jasiek...

bez słów bez gestów -
pustka jest tu.

konie c...

konie kossaka cwałują
malarze pejzaż malują
a one biegną i biegną...
a nam jest wszystko jedno...

przecież nie nam malują
ten pejzaż.

pamiętam twarz
pamiętam oczy
pamiętam widzę czuję...
tu i teraz... niedosyt.

to nim twój portret maluję.


24.05.2007.



białe konwalie

białe konwalie - otwartość świat...
i kwiaty czarne - wśród nas.
zawiść. zemsta. nienawiść.
prawi jesteśmy prawi
mój brat człowiek mój brat...

ziemia skorupa czerń.
wyjdź z cienia wyjdź i coś zmień.
nie ulegaj! nie bój się! drwij!
spójrz na zegar - czas marszczy brwi.
niecierpliwi się czas w nas

ma twoją ma moją twarz.
nie ulegaj! nie bój się! piel!
niech rozkwitnie wokół nas biel.

białe konwalie - otwartość świat...
człowiek człowiek mój brat!


22-23.05.2007.


druga rozmowa z małym polakiem.

kim ty jesteś mały polaku
który londyn wolisz nie kraków
który lubisz być pomiędzy swemi
nie na polskiej lecz na obcej ziemi?

kto i jaki popełnił tu błąd
że czcisz polskę tak daleko stąd?

ty budujesz osiedla w dublinie
pod paryżem zaś rury udrażniasz
a wieczorem siedzisz przy winie -
winą jawi się sekunda każda.

- kim ty jesteś mały polaku?
jaki znak twój?
- ja już nie mam znaku!

styczeń 2007


nie martw się!

będzie cisza i będzie zgiełk
noce mroźne wietrzne kłótliwe
i oczy krytyczne i usta złośliwe
i odpuszczenia chłodny wdzięk.
nie martw się!

będzie piękno miłość i lęk
ciche krzyki i głośne westchnienia
i będzie bezmyślna chwila zapomnienia
i ekstazy szalbierczy wdzięk.

nie martw się!

jest motyw więc będzie i cel
dni uparte dudniące krokami
zawsze z kimś powiązani lecz zawsze sami
z pytaniem na ustach o sens.

nie martw się!

posłuchaj! słyszysz? głuchy dźwięk
kulka w ruletce stale się toczy.
zobacz! wszystkie się na niej skupiają oczy...
na kogo padnie? ten czy ten?

nie martw się!

kiedy niczego już nie usłyszysz
wtedy zakochasz się... w ciszy.

nie martw się!

17-18.10.2005.


wiersze lipcowe



więc

starzy ludzie drepczą powoli
młodzi biegną ku przyszłości
przyszłość to śmierć
więc
starzy ludzie drepczą powoli.



pomyłka

miało być:
umieranie
starość
wiek dojrzały
młodość
dzieciństwo
itd.

a zaczęło się od itd.
dzieciństwo
młodość
wiek dojrzały
starość
umieranie.



***

nie napiszę ani słowa o...
nawet tego nie napiszę
jestem kosmicznym błędem
przecinkiem postawionym
w niewłaściwym miejscu.



rzeczywistość

komu śni się wielkie miasto - jest ze wsi
kto marzy o bogactwie - jest biedny
kto biegnie ten ucieka lub goni albo...
oto wieloznaczność chwili



nóż

kto ma nóż na gardle
a kto noża nie ma?
kto wbije go w plecy
a kto w stół?

każdy z nich jest na określony temat
trzymasz go w ręku? nie dowierzaj mu!
nie wiesz do czego się sposobi
i co ty sam za chwilę z nim zrobisz.

28 i 29.07.2004



stoję na progu
- wiersze majowe z jesienną nutą.

w tym domu nie niszczy się książek
w tym domu co we mnie
czas przewraca kartki
litery wiatr zdmuchuje.

coraz trudniej zrozumieć
coraz mniej widać.

śmierć ma dwa oblicza -
łagodne dla martwych
okrutne dla żywych.

stoję na progu
spisuję ostatnią wolę
patykiem na piasku
przyzywam późne wnuki
marzeniem że będą.

nie mów że mi wszystko jedno
nie mów bo nie wiesz.

---

hoja pachnie różowo.
daję słowo tak pachnie!
wisi nad moją głową
jak kosmiczny zachwyt.
słodko-goździkowy aromat
z odrobiną mgły.

a gdzie ty jesteś?

---

niczego nie jesteśmy pewni
nie wiemy co wiemy
słyszymy kroki
żyjemy
byle jak byle gdzie.
ważne że...

---

są sprawy ważniejsze niż moje
i większe:
przestrzeń światło powietrze...
myślę - żyję jeszcze...

---

nie wracajmy do tego.
było to było.
życie klocki lego
rozrzuciło.
nic nie pasuje
szukamy...

może kiedyś
złożymy nowe życie
z nieśmiałym pytaniem
o wzajemność?

03.05.2004



brama?

oczy bez łez
usta bez słów
twarz bez mimiki

nieruchome gałęzie
liście bez drżenia

ptaki bez śpiewu
bez krzyku

i bez kiełków i pąków
ziemia

czas stanął
a może to on jest bramą?

08.03 - dawniej.



wspomnienie

zobacz królewno kto do nas przyszedł
powstrzymał krzyk w nas rozdzielił ciszę.
ręki nie wznosi palcem nie grozi
wóż nam podtoczył zaprosił wozi.

turkoczą koła wszechświat wiruje
po bruku nieba toczy się wóz...
zobacz królewno! widzisz to? czujesz?
a może to tylko wspomnienia już?

04.06.2002/08.03.2003

proroctwo

znowu skądś ludzie przybędą
każdy z nich będzie przybłędą
rozsiądą się rozkokoszą
nas z naszych domostw wyproszą
i w końcu... nami tu będą.

koło zatoczy się kołem
a byczek stanie się wołem
i czas nastanie nieprawy
chaosu krwi i niesławy.

05.06.2002/07.03.2003.

w oczekiwaniu na nadejście wiosny:

ścieżka

1.

pięknie tu tak
cudnie tu tak
pachnie tu tak
się zieleni...
idziesz tu tak
widzę tu tak
jakby taniec
naszych cieni.

tu tak pięknie
tu tak cudnie
tu tak pachnie
woda pluszcze...
tu tak patrzę
w twoje oczy
i odbijam się
w ich lustrze.

tu tak... tu tak...
tylko tu tak!
mówisz do mnie:
tak-tak tak-tak
bo ty tutaj i ja tutaj
a w nas nasz
wezbrany świat.

skapnie potem rosą w trawę...
może i strumyczkiem nawet?

2.

ty tu taka piękna jesteś
wyuzdana z konwenansów.
i jak wiatr w jesienny wrzesień
przelatujesz w szybkim tańcu.

główkę schylasz nóżkę zginasz
wargą trącasz mnie jak motyl
i otwierasz swój puginał
abym złożył w nim pieszczoty.

a więc składam i przepadam
na chwil więcej niż myślałem.
chciałem tylko wiersz napisać
tak tu... chyba napisałem?

02.03.2003.



ranek

przyszedł mi do głowy
znakomity ból
jak gdyby świat pękł na pół
a każda jego połowa
to półkula mózgowa
po której czołgi jeżdżą -
tam i tu.

grudzień 2002.



poranne badanie kosmosu.

nim świt rozświetli niebo
jest czas na patrzenie w ciemność
widać wtedy wyraźnie
to co było i to co będzie

powoli nabiera kształtów
i wyłania się z mroku
rzeczywistość

jeszcze nie mamy zdania
a już wiemy co trzeba zrobić
dlatego pod koniec dnia
tak chętnie zasypiamy

przed świtem widzimy inaczej
wszystko jest lepsze od tego co będzie
a to co było nie nadstawia konturów
jest ciemnością

dotykiem ręki sprawdzasz
czy twoja kobieta jest jeszcze przy tobie
czujesz twardość ciała i jędrność skóry
wiesz że jest

i wtedy ta przewrotna chuć kosmosu
każe ci badać wszechświat
mijasz galaktyki mgławice
i docierasz na ten kraniec
gdzie jest tylko pulsująca jasność

potem zastygasz w bezruchu
modląc się o kolejny dzień do przeżycia
oto człowiek z człowieka
w człowieku człowiek

ubierasz się i idziesz - jak zwykle - do pracy
nie sprawdzając nawet
czy twoja kobieta
to ta sama co kiedyś.

04 listopad 2002 godz. 4:45



śmierć i ludzie.

przyjdzie śmierć
okrutnie dobra pani.
pobłogosławi uciszy ukoi.
przyjdzie byś zaznał spokoju.
byś porzucił i bliskich i drani.
wejdzie bez pukania
powie ci co masz zrobić.
jak ułożyć głowę
jak krzyczeć lub płakać.

wejdzie w ciebie jak w ptaka
i nauczy cię latać.

śmierć!
ta odległa gdzieś
prawie nieprawdziwa
w pewnej chwili
tylko ona będzie żywa
bo... inni nie dożyli
więc
pamiętaj że przyjdzie -
dzisiaj - jutro - za tydzień
bądź gotów na śmierć!

pióro do ręki weź
aby w ostatniej chwili coś mieć.
sam sobie oddaj cześć i cześć!

kiedy przyjdzie
daj jej ten wiersz.
może się zaczyta
zamyśli zastanowi trochę
rzuci o ścianę grochem
i pójdzie
mrucząc pod nosem:

a po co mi ci ludzie?

i pogodzi się z losem
z tym że...
człowiek jest nieśmiertelny.

październik 2002.



głos

konie truchtem po bruku stuk stuk.
podkowy dźwięczą i skrzą
karetą po rynku przejeżdża się bóg
w miasteczku daleko stąd.

i skąd ta wizja? skąd to we mnie jest?
ecce homo! humanum est!
wizję generuje sam z siebie mózg
pomiędzy rynsztokiem a strugą bluzg.

pomiędzy wczoraj-dzisiaj-jutro
słyszę ten głos: "zrób to!
napisz o tamtym miasteczku wiersz
bo to co ważne to w nas jest".

26.10.2002



trochę rozpaczliwe pytanie.

wołam - nie słyszy nikt.
czekam - nikt nie nadchodzi.
idę - lecz cel gdzieś znikł.
chaos bezradność rodzi.

mówię - słyszą inaczej.
piszę - nie wiem kto czyta.
wierzę!? chcę wiedzieć raczej
odpowiedź znać a nie pytać.

pytam - jak zwykły głupek
co świata zrozumieć nie może.
pełznie przeze mnie smutek...
i po coś mnie stworzył boże?

23.10.2002.



oświadczenie

myśli tak długo rzeczywistość mielą
aż wszystko wokół zagarną i zanielą.
tak proszę szanownych gości
dojrzewa się do wieczności.

27.10.2002.



***

życie uchodzi z nas powoli
pomiędzy uśmiechem
a podaniem dłoni
ot
tak
przypadkowo
w każdej wolnej chwili
nim mówić zaczną o nas -
byli.

kochamy przeszłość
pragniemy przyszłości
tęsknimy
cierpimy
wierzymy w miłość
a kiedy osiągniemy
próg niedoskonałości...
a może to tylko
będzie nam się śniło...

komu?
mnie?
tobie?
czy człowiek
może znać na takie pytania
odpowiedź?

cóż
czas leci
dzieci dorastają
oddaliśmy im przysługę niedźwiedzią
życie im dając.

co z nich wyrośnie?
a z nas?

ptak
na nadmorskiej sośnie
i wiatr.

22 marzec 2002.



przedświąteczne rozmyślania.

dzwoneczki dzwonią bardziej mgliście...
wszystko co piękne ginie w dali.
nikt już nie czeka na jego przyjście
nikt już nie wierzy że nas ocali.
ten świat się wyrwał spod kontroli
i sam stanowi swoje zasady.
piękno i miłość za mocno boli
przeciętny człowiek nie daje rady.
święta na końcu kalendarza
że doczekamy w to wierzymy.
sylwester? rzadko się dzisiaj zdarza.
raczej przed tv pięknie milczymy.

pieróg z grzybami śledź w śmietanie
kutia makiełki ? podług tradycji.
patrz już nadchodzi dwunaste danie.
i trzej królowie do stajni przyszli.

tam pastuszkowie uzbrojeni:
uzi kałachy semtex noże -
agenci chronią. dziecko ma penis
więc go bin laden zabić może.

nikt już nie wierzy że nas ocali
to jego raczej chronić trzeba.
dzwoneczki dzwonią coraz dalej
w bardziej odległym zakątku nieba.

07.12.2001.



młodzi poeci

młodzi poeci łysieją
mają obwisłe szyje
żyją jeszcze nadzieją
że w końcu ktoś ich odkryje.

spierają się przy piwie
o życia sens i cel wędrówki
i serca biją im żywiej
i znowu ostrzą stalówki.

któregoś dnia odejdą
nagle w połowie drogi
i wreszcie znani będą -
poprzez swe nekrologi.

przechodzień zatrzyma się poduma
nad grobem zmarłego poety
przysiądzie poczyta ludluma
bo wierszy nie lubi - niestety.

20.03.2001



kosmiczny taniec

zatańcz ze mną królewno zatańcz.
popatrz sala ogromna - wszechświat.
widzisz nad głową? wielka mapa.
skaczę w nią i ty skacz i leć tam.
zanurzymy się w niebo jak w dźwięki
nogi same wystukają rytm.
w uszach słyszę słowa tej piosenki
co przed nami nie słyszał jej nikt.

zatańcz ze mną królewno zatańcz.
popatrz sala ogromna - wszechświat.
ja tu i ty tu a tam
a tam czeka już na nas wieczność.

coraz szybciej i szybciej i szybciej
wszystko wokół wiruje i gna
jak przez kosmos pędzimy przez życie -
jeszcze chwilę jeszcze dzień jeszcze dwa...

26.11.2000. 27.



niesamowita historia o muzyce.

jeż się jeży wieża zwierza
pas pasuje na żołnierza.
pył zapyla krokodyla.
krok za krokiem dają dyla:
kwoki ćmoki ponuraki -
wszyscy dają dyla w krzaki.

krawat zwisa krawiec stoi
krowa ryczy bo się boi.
byk jest byczy byczy chłop -
bo ma jedną nóżkę w bok.
a krawcowa żona krawca
pod spódnicą ma latawca.

panny panki oraz panie
razem czynią wyuzdanie.
uzda konia ciśnie w mordę
co mu przypomina ordę.
złotą srebrną zaściankową
i kobyłę pewną zdrową.

wzięła panna w rękę smyczek
i obcięła sobie cycek
w wielkim bólu i rozterce -
zobaczyła swoje serce.
drgało drgało pulsowało
w końcu się opamiętało.

leżą skrzypce nikt ich nie chce -
każdy pannę w cycek łechce.
ona zaś uwielbia granie
na organkach i organie.
nawet teraz - już po śmierci -
jeszcze tyłkiem mocno wierci.

tak to bywa! trochę szkoda.
panna była przecież młoda
miękka lekka i przewiewna -
pewnie także czyjaś krewna.
.............................................
..............................................

1991



ludzie wielcy.

ludzie wielcy stołki większe ludzie mali.
ledwo z trudem na te stołki się wdrapali.
ledwo wleźli ledwo wpełzli ledwo weszli
a już wielcy och jak wielcy! koniec pieśni?

ludzie! oni teraz maja wielkie głowy!
nóżki zaś im zmalały aż do połowy.
oni dzisiaj zejść nie mogą choćby chcieli.
jeszcze trochę więc posiedzą. do niedzieli?

ludzie wielcy stołki większe ludzie mali.
ledwo z trudem na te stołki się wdrapali.
ledwo wleźli ledwo wpełzli ledwo weszli
a już wielcy och jak wielcy! koniec pieśni?

nie oklaski huczą wokół tylko bieda.
ktoś wykrzyknął: tak się przecież dłużej nie da!
ktoś zawołał: starczy! starczy już tej pieśni!
ludzie mali stołki większe - jednak weszli.

ledwo z trudem na stołki się wdrapali.
ledwo wleźli ledwo wpełzli... i tak dalej...

1991



znowu tańczą na okręcie...

znowu tańczą na okręcie
znowu na okręcie piją
znowu dziewki obłapiają
znowu tyją.

a mówią że szkorbut
a mówią że sztorm
tęsknili do portu
bo dość mieli porn.

och sprzedać to wszystko do diabła
z fasonem puścić się w tan
na zielono pieniądze zabarwiać
i z paniami żyć wreszcie jak pan.

mamra umra kombinaja
stalka porwa lumbiceja
perwa nerwa wyrypaja
sulicelio sum krateja.

denka wnizlo garaciawa.
pałka dalmomyja trek.
grewalina ciupuraga
klekik klek patulin klek!

fazaminda furkus mana
paradiczka ślipiec slom.
kliwa driwa kasanana
kurwicelka purpus chlom.

znowu tańczą na okręcie
znowu na okręcie piją...

1991



po śladach...

po śladach pójdę po śladach -
ojca dziada pradziada...
pójdę po śladach matki -
to nie jest przypadek rzadki
że człowiek idzie wstecz
tu kądziel a tu miecz -
idzie cofa się w czasie
by dojść do siebie właśnie.

21.08.2000.



tobie

ty znowu jesteś na nieboskłonie.
mrugasz a dawnoś nie mrugała.
ja biorę światło twoje w dłonie -
choć wcale nie wiem czy byś chciała.

delikatnie je w palcach przelewam
i śpię. i śnię. i... śpiewam.

moja luneta znowu cię wykryła
lub ty jak kometa nadeszłaś.
i była chwila - taka miła -
przez chwilę świeciła wieczność.

tu na ziemi - pazurami ją rwą
chodzą po niej - bez szacunku żadnego
tylko wtedy kiedy marzą i śnią -
ludźmi są. na tym to polega.

patrz z wysoka świeć -
może jest w tym i pewna wyniosłość
wolę jednak ocean nad głową mieć
niż na pustyni nieść wiosło.

elbląg dn. 9.08.2000 - 6:15



rzeczy i właściwości

rzeczą trudną jest umieć odróżnić:
nie dobro od zła
lecz ważne od nieważnego.

rzeczą istotną jest umieć wybrać:
nie ważne lub nieważne
lecz dobro lub zło.
rzeczą dobrą jest aby iść:
nie w prawo lub w lewo
lecz stale

rzeczą prostą jest być.

rzeczą trudną jest być:
we właściwym miejscu
we właściwym czasie
z właściwym człowiekiem.

te "właściwości" decydują o szczęściu.

styczeń 2000



***

ruszył wielki wóz na niebie
nowy rok zaczął się w pędzie.
jaki będzie tego jeszcze nie wiem
może jutro dowiem się więcej?

jakaś gwiazda puszcza do mnie oko
tam na niebie to pewnie wiele znaczy
tu na ziemi - zwyczajne maroko:
trochę flirtu więcej seksu raczej.

tam na niebie mgławice
tu zaś zwyczajna mgła
podskoczę wyżej za wóz pochwycę
albo od razu za dwa.

wespnę się wskoczę wypnę
na moje życie lipne
a kiedy już tam będę
skończę z ziemskim pędem.

jak pan pojadę dalej
w gwiaździstym karnawale.

3 styczeń 2000.



uwaga! pieszy na drodze!

na poboczu mlecznej drogi
siedzę sobie moczę nogi.

wszyscy lecą gdzieś na marsa
a mnie... pobocze wystarcza.

ci na księżyc ci na wenus
patrzą na mnie: "a co jemu?"

a ja ? cóż. w połowie drogi
siedzę sobie moczę nogi.

może to ich trochę peszy -
ja nie lecę. jestem pieszy.



świt w lesie

pit pit pit pitpit
świt świt świt świt
cii cii cii cii
ii ii ii ii
idź idź idź idź
się myć się myć się myć!



miłość pajacyków

rączki raz. nóżki dwa
rączki w bok. nóżki w górę
rączki po plecach: ba! ba! ba!
a nóżki? wyżej! prosto w chmury.

rączki - och! a nóżki? ach!
rączki - ach! a nóżki? och!
rączki i nóżki: ho! ho! ho!
i chmury chmury - górne tło.

rączki nad głową: klapu klap!
nóżki na bok: o tak! tak!
rączki za rączki - taniec rąk.
a nóżki? nóżki bardziej w bok.

i rączki tak a nóżki tak.
i nóżki tak. a rączki ? też!
zabawa piękna niechaj trwa!
jesz... jesz... jeszcz...

...cze! ...cze! ...cze! - klekoce główka.
raz tu raz tam raz tu.
ugięta lekko lewa nóżka
a prawa? prosto dawno już.

i szybko! szybko! szybka zmiana
ugięta lewa ugięta prawa.
rączki ugięte w górę i w bok:
i ach! i och! i ach! i och!

sznureczki szumią: szuru szur.
gdzie nimi szarpią? tam czy tu?
nóżki fikają rączki też
a główki szepczą: jeszcze jeszcz...

i rączki raz i nóżki dwa...
ta wolna miłość niechaj trwa
i raz! i dwa! i raz! i dwa!
i raz...



cham na rogu.

stoję sobie na rogu i gram na rogu
a wokół stukot kół i karawan ciągnie muł
za nim starych babek chór
drepce za cmentarny mur.

"ostał mi się tylko sznur!"
i dzwonnik ciągnie za sznur.
na pożogę i na trwogę
na nasz historyczny dur.

a wiatr głaszcze czapke z piór.
czy poetom starczy piór
bo dziewczyny nęci tiul
który potem zeżre mól.

świecidełka! błyszczydełka!
jaśniepańskie pieścidełka!

stoję sobie na rogu
w pełnej krasie cham
i gram.

na rogu gram.
dla was gram.
narodowi gram
sam sobie gram.

patrzcie: nasze historyczne ramy.
światło gra w nich
my w nich gramy.
nasze częste polskie dramy.

sami z sobą przegrywamy.
sami z soba wygrywamy.
i będziemy wciąż ci sami
póki mamy jeszcze mamy

a z ich piersi wysysamy
dramy -
w których potem gramy.

stoję sobie na rogu
w pełnej krasie cham
i gram!

na rogu gram.
dla was gram.
narodowi gram.
sam sobie gram.





Copyright by Henryk Brunon Szumielski

stat4u